Recenzja książki Anny H. Niemczynow "Bluszcz".


    

 Kiedy wzięłam do ręki książkę Anny H. Niemczynow pt. „Bluszcz”, moje pierwsze skojarzenie
tytułowego słowa splotło się ze znaczeniem wyrazów „ Kobieta Bluszcz”. Nie przywiązując się jednak do niego zbytnio, zaczęłam czytać pierwsze rozdziały. Przypadła mi do gustu cudowna forma rozdziałów zamkniętych w uroczych dosyć krótkich i przyjemnych w swojej przejrzystości wątkach. Co do treści.. już pierwsze rozdziały sprawiły, że często brałam głęboki oczyszczający oddech, jakbym próbowała odbarczyć swoją klatkę piersiową z ciężaru treści. Rozdziały mimo, że krótkie, nasycone tak ważnymi treściami sprawiały, że wielokrotnie odkładałam książkę na półkę, w celu kontynuacji czytania w dniu następnym. Nie sądziłam, że to, co napotkam na kolejnych stronach będzie tak trudne, a zarazem tak trafione w sedno. Główna bohaterka to Julita, cudowna kobieta, house manager pełną gębą. Niejedna kobieta marzyłaby o takich zdolnościach organizatorskich, gdyż wbrew pozorom utrzymanie całego domu, męża i dwójki dzieci w ryzach nie jest najłatwiejszym zadaniem. Bohaterem, który poruszył moja wrażliwą strunę był jej mąż, Gerard. Tyran, despota, nie zawaham się użyć stwierdzenia, według mnie – psychopata, bo czy normalny zdrowy na umyśle człowiek zdolny jest do takich czynów, jakie z łatwością przychodzą temu właśnie mężczyźnie? Jestem przekonana, że nie. Dlaczego czytanie pięknej powieści okazało się tak bolesne i trudne? Każda kobieta, która miała w swoim życiu lub ma u boku takiego „Gerarda” doskonale mnie zrozumie. Rozkład sił staje się w tym „układzie” co najmniej nierówny, kiedy kobieta, pozwala tak toksycznemu typowi wtargnąć do swojego życia, a może nie znając jeszcze swojej prawdziwej wartości sama pozwala mu zadomowić się w nim na dobre. Wrak człowieka, który został z głównej bohaterki po dwudziestu latach małżeństwa i poczucie własnej wartości zdeptane poniżej poziomu Rowu Mariańskiego przez „kochającego” i „wspierającego męża” nie pozwoliły jej na dostrzeżenie sytuacji w jakiej się znalazła, a może na jaką pozwoliła. Co więcej, sądząc po zachowaniu głównej bohaterki, można by rzec, iż syndrom sztokholmski jest doskonale przedstawiony na podstawie jej postawy.
     Rozumiem bardzo dobrze główną bohaterkę, rozumiem jej rozterki. Kiedy kobieta nieświadoma tego, że stała się „bluszczem” przygląda się jednak zaistniałym wydarzeniom z dystansu, nabierają one innego znaczenia, stając się cennym doświadczeniem i nauką na przyszłość. Pozostaje jedynie dziękować Bogu za przyjaciółkę głównej bohaterki, Elę, która z uporem maniaka walczy o szczęście przyjaciółki. Wprawdzie każdy jest kowalem swojego losu i odpowiedzialny jest sam za siebie, jednak gdyby każda kobieta miała w takiej sytuacji wsparcie, wiele z nich być może przejrzałoby na oczy znacznie szybciej lub w bezpieczniejszych warunkach, ratując tym samym siebie i swoją rodzinę.
     Książka, choć porusza trudne obszary życia, o których często nie mówi się głośno, jest wspaniałym i optymistycznym akcentem oraz nadzieją dla wszystkich, którzy zagubili siebie w imię miłości i lojalności wobec drugiej połówki, mimo tego, iż wcale ona na to nie zasługuje. Ile razy, można bowiem nadstawiać drugi policzek, kiedy cios nie jeden raz nie ominął pierwszego?
Kochana Aniu, jeśli przedstawianie tak ważnych tematów w tak pięknej i przystępnej formie jest dla Ciebie możliwe do zrealizowania, a widzę, że tak właśnie jest, to cieszę się z całego serca, że odnalazłaś zajęcie, które nie tylko jest Twoją pasją, ale również służy ludziom. Dziękuję Przemkowi za to, że pomógł Ci „odnaleźć” swoją drogę. Idź nią jak najdłużej Kochana. Świat i czytelnicy czekają na Ciebie i na Twoją kolejną książkę.

     Ps.Tematy, które nie są łatwe, a jednocześnie tematy, które powinny ujrzeć światło dzienne to treści zawarte w książce Anny. H. Niemczynow  pt. "Bluszcz". Bardzo pocieszające w tej historii jest to, że jeśli tylko kobieta (bądź w odwrotnej sytuacji mężczyzna, choć statystyki są w tym temacie nieubłagane), zdobędzie się na odwagę i pozwoli sobie czerpać do pokładów siły w niej tkwiącej, ma szansę nie tylko na szczęśliwe życie, ale też na poznanie czym jest wielka, boska, bezwarunkowa, jedyna i niepowtarzalna miłość. Miłość, KTÓRA TKWI W NIEJ SAMEJ/NIM SAMYM.